Gry indie to…. styl bycia?

Gry niezależne cały czas nam pokazują, że ogromne budżety czy agresywna kampania reklamowa wcale nie są potrzebne, aby odnieść sukces. Co prawda twórcy tzw. „indyków” nie zarabiają kokosów jak kolosy branży gier komputerowych, jednakże nie są stratni i często udaje im się co nieco zarobić. Gracze chętnie lgną do kolejnych retro-platformówek czy artystycznych opowiastek pozbawionych wszelkiej mechaniki, tylko tak na dobrą sprawę to za czym dokładnie przepadają? Czym są te całe gry niezależne i jakie jest ich miejsce w ekosystemie rozrywki elektronicznej?


Do napisania tego wpisu zainspirował mnie panel dyskusyjny z Pixel Heaven 2013, zatytułowany „Indyki to, indyki tamto”*, w którym grupka prelegentów wypowiadała się na temat gier niezależnych, próbując zdefiniować czym one w ogóle są czy też jakie są kryteria uznania danego tytułu za produkcję niezależną. Czy im się udało? Nie do końca. Tak jak słusznie powiedział jeden z rozmówców, „każdy ma swoją definicję gry indie”, przez co stworzenie jednej sztywnej definicji może być wręcz niemożliwe. A mimo to, chociaż każdy gracz może odbierać to pojęcie w inny sposób, moglibyśmy pokusić się o wyciągnięcie elementów wspólnych przed nawias. Prawdopodobnie większość wspomniałaby o grach tworzonych przed samotne jednostki lub niewielkie grupki osób. Inni dodaliby do tego jeszcze, że są to w większości samouki, a gry niezależne to ich pasja, której poświęcają się w czasie wolnym, nie oczekując szczególnego sukcesu. Część stwierdziłaby także, że tego typu produkcje powinny być proste i skromne. Nawiązując do samej nazwy, niektórzy powiedzieliby, że gry niezależne są wydawane bez ingerencji wielkich wydawnictw, korporacji, bez pomocy popularnych stron typu Destructoid, IGN itp. Oczywiście to wszystko jest czystym uproszczeniem oraz generalizacją, która pozwala nam na stworzenie pewnego obrazu, zarysu dającego nam jakieś pojęcie odnośnie tego gatunku. W ludzkiej naturze leży szufladkowanie osób i rzeczy, co często jest dość przydatną cechą — upychając gry, filmy czy muzykę w pewne ramy jesteśmy w stanie wyszukiwać rzeczy podobne, które również mogłyby nam przypaść do gustu. Jeśli chodzi natomiast o zjawisko gier niezależnych, to powiedziałbym, że sprawa jest o wiele bardziej zagmatwana.

 
Indie_140Gra „140” jako przykład minimalizmu wśród indyków

 

Maria Garda na wyżej wspomnianym panelu dyskusyjnym stwierdziła, że gdyby stworzyć kontinuum gier, to po jednej stronie mielibyśmy gry AAA, prosto z pędzących taśm produkcyjnych EA czy Ubisoftu (no dobra, tego akurat nie powiedziała), zaś po drugiej gry niezależne, wymajstrowane gdzieś w pokojach, strychach, garażach. Tak więc mamy tutaj dwa przeciwstawne bieguny, które się w pewien sposób równoważą — gry niezależne może nie są w stanie konkurować z większymi produkcjami pod względem zysków, jednak ich popularność daje do myślenia i przyczynia się do jako takiej konkurencyjności. Ja z wizją Marii Gardy całkowicie zgadzam i uważam, że doskonale obrazuje ona zmiany jakie zaszły na rynku gier komputerowych, w postrzeganiu przez nas rozrywki elektronicznej. Wszystko to, co nie jest tworzone przez te złe molochy branży gier wideło; wszystko to, co nawiązuje do starych pięknych czasów, kiedy wszystko było 8-bitowe; wszystko to, co opiera się na nieskrępowanej wolności myśli, dowolności tworzenia, czystej, nieskażonej przerośniętym budżetem czy korpobełkotem kreatywności jest grą niezależną. Zaczynamy myśleć innymi kategoriami, inaczej postrzegać wszystko to, co określa się mianem indyka, a także oczekiwać zupełnie innych rzeczy. Przykładowo, twórca gier niezależnych powinien mieć dobry kontakt z graczami i słuchać się ich opinii, powinien się udzielać w mediach społecznościowych, powinien nie bać się korzystać ze swojej kreatywności czy wyobraźni — twórca powinien, gry powinny, a wszystko to z tego powodu, że pojęcie „niezależny” urosło do rangi pojęcia.

 
Indie_COLSukces gier niezależnych sprawił, że także wielcy wydawcy chcą zagarnąć coś dla siebie

 

Uważam, że tytuły niezależne stały się zbiorem różnych idei, symboli, a także wzorców postępowania, które określają twórców oraz ich dzieła. To nie jest już zwykły gatunek, gałąź rozrywki elektronicznej, a pewien koncept. Przykładem idei mogłaby być „Swoboda i Wolność”, czyli całkowita swoboda ekspresji, tworzenia i publikowania. Dzięki niej twórcy nie muszą się martwić, że nikt ich nie zauważy, bo (teoretycznie) zawsze znajdzie się jakaś nisza, w którą mogą się wbić. Oprócz tego, mogą także tworzyć najbardziej absurdalne, abstrakcyjne czy też (pseudo)filozoficzne dzieła i nikt ich nie będzie za to piętnować. Porównajcie sobie ilość wysoce artystycznych projektów między grami mainstreamowymi a niezależnymi. Wśród tych drugich znajdziecie znacznie więcej cudacznych produkcji (przykładowo popularne ostatnio różnego rodzaju „symulatory”). Innym przykładem, tym razem symbolu, mogłaby być „Oprawa Retro” — wzorowanie się na produktach z lat 80 i 90, mające najprawdopodobniej wzbudzić w nas poczucie nostalgii, które skłoni nas do kupienia produktu i/lub będące najzwyczajniej wynikiem tego, że łatwiej jest zrobić pikselowego platformera niż FPSa z realistyczną grafiką. Jeśli chodzi zaś o wzorce postępowania to można wskazać tutaj (niestety) niezwykle popularny ostatnimi czasy model wydawania gier w Early Access. Gracze dostają niekompletny produkt, ale mają (teoretyczną) możliwość kształtowania tego jak ma wyglądać gra oraz wspierają (pazernych) biednych twórców. Moglibyśmy sobie powyróżniać jeszcze wiele innych elementów, które tworzą pojęcie „niezależności”, ale nie jest to potrzebne. Najważniejszym jest to, że „indie” ma na celu stać w opozycji do „mainstreamu”, zachowując w ten sposób równowagę w ekosystemie. Gry niezależne są wszystkim tym, czym gry AAA nie są. Wybaczamy im, bo drużyna jest mała lub niedoświadczona, bo nie mają tyle pieniędzy, co wielcy wydawcy i ich podopieczni, bo gry to dla nich hobby a nie główne źródło zarobku itd. Twórcy gier indie poprzez nazwanie samych siebie indie narzucają pewne skojarzenia, wchodzą w pewną rolę, która pozwala im jakoś przetrwać (wszak rynek gier niezależnych jest od pewnego czasu lekko przesycony i już nie tak łatwo zapaść w pamięci graczy). Mamy mniejsze, a przynajmniej inne oczekiwania wobec ich tytułów. Kolejna minimalistyczna gra zręcznościowa, która kosztuje 5€ niekoniecznie wywołuje w nas negatywne emocje — ot, kolejna zapchajdziura w oceanie podobnych produkcji.

 Indie_SoManyMeNa szczęście nie wszyscy silą się na retro grafikę

 

Myślę, że ta cała „niezależność” jest także poniekąd wyrazem buntu, sprzeciwu graczy przeciwko dojeniu marek, wydawaniu niedopracowanych gier, olewaniu konsumenta. Niezależni twórcy zdają się lepiej zdawać sobie sprawę z tego, jak ważna jest opinia graczy, dlatego chętniej się z nimi komunikują. Dodatkowo, w przeciwieństwie do korporacyjnych menadżerów i pijarowców, rzadziej serwują nam cudaczne opowieści o swoim produkcie, często jasno informując, że stało się coś złego, że z czymś sobie nie poradzą lub bezpardonowo przyznając się, że coś schrzanili (patrz: przeprosiny Frozenbyte związane z wydaniem gry Trine 3). Być może jest to spowodowane tym, że małe grupy developerskie zawdzięczają graczom swoje istnienie i potrzebują ich wsparcia, bo inaczej wszystko by się rozpadło. Indie developerzy nie mogą sobie pozwolić na finansowe fiasko. Myślę, że gracze podświadomie bardziej ufają twórcom gier niezależnych, bo odnajdują w nich jakąś część siebie. Ogólny dostęp do mediów, do różnego rodzaju samouczków czy materiałów pozwala każdemu nauczyć się tworzyć gry lub zwołać zespół osób o poszczególnych zdolnościach i wydać jakiś tytuł. Wystarczy zajrzeć na forum indie.db czy na Reddit, gdzie ludzie nieustannie oferują swoją pomoc lub cudzej pomocy szukają. Współpraca i wymiana stanowią podstawę. Nikt nie jest idealny, każdy się myli, a mimo to każdy jest w stanie wydać własny tytuł. Może o to w tym wszystkim chodzi? Takie samoistne świadectwo, że każdy jest w stanie zrobić grę i ją opublikować? Może dlatego czujemy sympatię wobec twórców gier niezależnych? Oczywiście, nie każdego musi to wszystko interesować i równie dobrze może skupić się na samym tytule, na rozgrywce — tylko moim zdaniem wiele traci. Bo gra to nie tylko grafika czy mechanika, ale także historia, w tym historia jej powstania.

 

Indie_CitiesSkylines

Pasja oraz uczciwość wobec konsumenta najwidoczniej liczą się bardziej niż znana marka

 

Podsumowując, gry niezależne stały się pewnego rodzaju stylem bycia, określnikiem relacji między twórcami a graczami, twórcami a ich dziełami, graczami a ich dziełami. Bycie „indie” jest cool, każdy chce być „niezależny”, co może doprowadzić do wielu nieporozumień i konfliktów, a także nadużyć (przykład: gra The Stomping Land, której twórcy ulotnili się z pieniędzmi, pozostawiając grę niedokończoną). Tylko od nas, graczy, będzie zależeć na ile będziemy się zgadzać i na ile będziemy sobie pozwalać. Wszakże tak jak każda moda, także i bycie „indie” kiedyś stanie się passé.


* Całość panelu dyskusyjnego można przesłuchać pod TYM adresem

Reklamy

Jedna myśl na temat “Gry indie to…. styl bycia?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s