Recenzja: Traverser

Tak jak już wspominałem jakiś czas temu, nie samymi tłumaczeniami człowiek żyje, dlatego też dzisiaj będzie coś innego: recenzja gry komputerowej. Na celownik obrałem pewną grę logiczną osadzoną w postapokaliptyczno-steampunkowym klimacie, o tytule Traverser. Czy podróż po podziemnym Brimstone przypadła mi do gustu? Tego dowiecie się z poniższej lektury.


Słońce nieoczekiwanie zgasło, a wraz z nim całe życie na Ziemi. Garstka ocalałych postanowiła uciec pod powierzchnię. Tam, mimo ciężkich warunków udało im się przeżyć i założyć swoje miasto, Brimstone, nad którym kontrolę wkrótce zaczęło sprawować Raven Corporation. I tutaj muszę się na chwilę zatrzymać. Być może to tylko ja, ale widzę tutaj lekką inspirację dystopijnymi cyberpunkowymi powieściami, w których władzę nad światem przejęły wielkie korporacje. Podobnie jest w tym przypadku. Raven Corporation kontroluje ludzi (dla ich dobra rzecz jasna) kontrolując niezwykle cenny surowiec, powietrze, co z kolei przyczynia się do wybuchów powstań i powstania ruchu oporu. Fabuła zapowiadała się nawet ciekawie. Naszą główną bohaterką jest Valerie Bennett, młoda dziewczyna, która żyje ze swoim ojcem, Linusem, w Górnej Części miasta. Jej marzeniem jest zostanie tytułowym Traverserem (od ang. to traverse – przemierzać), czyli strażnikiem podróżującym między Górnym a Dolnym miastem w celu zachowania porządku. Gra rozpoczyna się w momencie, kiedy Valerie ma udać się na specjalny egzamin, dzięki któremu ma spełnić swoje marzenie. Idziemy do siedziby Raven Corporation, gdzie oczywiście śpiewająco zdajemy test. Nasza Valerie zostaje Traverserem (Traverserką?) i otrzymuje specjalne rękawice mające jej pomóc w sprawowaniu swojej funkcji. Szczęśliwa bohaterka wraca do domu, jednak na miejscu zostaje jedynie wielki bałagan. Jej ojciec zniknął w tajemniczych okolicznościach, ślady walki wskazują na porwanie, dlatego też niezwlekając ani chwili, dziewczynka rusza mu na ratunek. Fabuła nie jest jakoś szczególnie wybitna ani nie zmusza do refleksji, bo nie o to tutaj chodzi. Ogółem cały ten motyw ratowania ojca przez córkę przywodzi mi na myśl inną grę, którą nota bene miałem okazję kiedyś tłumaczyć, tj. Whispering Willows. Przypuszczam, że gdyby zamienić te produkcje w książki, najprawdopodobniej powstałyby z tego powieści przygodowe dla wczesnych nastolatków. Bo właśnie o to tutaj chodzi, o przygodę, nawet jeśli jest ona dość przewidywalna. Od samego początku wiedziałem jak to się skończy i kto ostatecznie okaże się tym złym, lecz nie popsuło mi to frajdy z grania w tę grę. Myślę, że wczesnym nastolatkom (może też i dzieciom, trudno mi ocenić) ta produkcja przypadłaby do gustu.

traverser2
Jednak fabuła to nie wszystko, jak Traverser przedstawia się pod względem rozgrywki? Zacznijmy może najpierw od tego, że Traverser jest grą logiczną kładącą pewien nacisk na skradanie, wzbogaconą o elementy platformowe. Każdy z tych elementów jest dość ważny, dlatego postaram się jak najdokładniej omówić każdy z nich.
Pierwsze w kolejce będą elementy logiczne. Otóż nasza bohaterka jest w posiadaniu specjalnej rękawicy, dzięki której może podnosić czy obracać różne przedmioty. Pozwala jej to sięgać wysoko położonych skrzynek, unosić głazy blokujące jej drogę, a także obracać specjalne lustra, które odbijają promień lasera. Z reguły zagadki polegają na wykombinowaniu co i jak gdzie postawić lub przestawić, jednak czasami opierają się też na refleksie, w szczególności podczas walk z bossami (tak, są tutaj też takie). Ogólny poziom zagadek nie jest szczególnie wysoki, każda średnio ogarnięta osoba dość szybko sobie z nimi poradzi. Nasza rękawica też nieszczególnie powala arsenałem zdolności. Przyznaję, brakowało mi tutaj pewnego rodzaju wyzwania; nawet żeby była opcja ustawienia jakiegoś poziomu trudności… Nie oczekiwałem drugiego Portala czy czegoś w tym stylu, w końcu nie jest to gra dla mistrzów Dark Souls czy innych hardkorowców, ale jak dla mnie przydałoby się jakieś większe urozmaicenie, żeby każdy miał szansę się dobrze bawić.
Tak więc elementy logiczne jakieś tam są, jak wypada natomiast skradanie? Z reguły naszymi głównymi przeciwnikami są żołnierze (strażnicy?) korporacji Raven Corp, którzy zbytnio nie błyszczą inteligencją. Nasza bohaterka łatwo może się przekraść obok nich, używając chociażby swojej rękawicy, aby strącić jakiś odległy przedmiot i odwrócić ich uwagę. Oprócz tego, raz na jakiś czas możemy napotkać specjalne beczki, które Valerie może na siebie nałożyć, oszukując systemy ochrony, strażników i przechodząc z łatwością przez zabójcze lasery. Problem niestety jest taki, że nie można przesuwać kamery, co czasami utrudnia nam skradanie, bo nie wiemy gdzie są strażnicy. Jakaś opcja wychylania się ze ścian albo lepiej, obracania kamery byłaby ogromnym ułatwieniem. Pozostając jeszcze przez chwilę przy kamerze (choć po części to też kwestia sterowania), dawno tak się nie wściekałem przy walce z bossem. Podczas jednego z naszych spotkań z większym przeciwnikiem, musimy podpalać laski dynamitu. Aby to zrobić musimy je podnieść do samego sufitu, z którego zwisają drobne pochodnie. Ile się namęczyłem, żeby zapalić lont. Musiałem skakać i przesuwać ten dynamit, aby załapało, ryzykując jednocześnie oberwanie od bossa, co skutkuje natychmiastowym zgonem, a co za tym idzie, koniecznością zaczynania całej walki od nowa. Strasznie frustrujące, chyba z pół godziny zajęło mi ubicie tego kolosa.

traverser3

Jeśli chodzi zaś o elementy platformowe, to nie ma tutaj za dużo do opowiadania. Ot, często zdarzy się tak, że będziemy musieli znaleźć skrzynki i ustawić je jedna na drugiej, tak aby dostać się w jakieś wysoko położone miejsce. Albo będziemy musieli rozhuśtać wiszące nad ziemią pudła, a następnie wskoczyć na nie w odpowiednim momencie, aby przejść dalej. Nie powiedziałbym jednak, że Traverser wymaga jakiegoś szczególnego refleksu. I na zakończenie tej części powiem tylko, że oprócz tych trzech elementów znajdują się także inne pomniejsze, jak chociażby walka (choć to określenie na wyrost) lub kolekcjonowanie rzeczy. Chyba na każdej planszy znajdziecie jakieś notatki do zebrania lub specjalne roboty z nagranymi wiadomościami. Dodatkowo, zgodnie z obecnymi standardami znajdą się także osiągnięcia do zdobycia. Myślę, że może przedłużyć to trochę waszą przygodę z Traverserem, która i tak jest dość krótka. Przejście gry (bez zbierania każdej popierdółki) zajęło mi około 4,5 godziny. Trochę mało, ale chyba lepsze to niż przeciągać wszystko w nieskończoność. Nie każda gra ma być w końcu sandboxem, prawda?

No dobrze, to tyle jeśli chodzi o rozgrywkę, jednak jak Traverser prezentuje się pod względem graficznym? Cóż, jeśli spodziewaliście się hiperrealistycznej grafiki to z pewnością się rozczarujecie. Moim zdaniem Traverser wygląda ładnie. Nie jakoś wystrzałowo, przecudownie, ale ładnie. Czuć tutaj ten lekko steampunkowy klimat, widać ten brud i ubóstwo. Mimo tego, że moja przygoda w Brimstone była krótka, to podobało mi się zwiedzanie tych lokacji, nawet jeśli były odrobinę zbyt puste. Ogółem rzecz biorąc, projekty poziomów przypadły mi do gustu, zwłaszcza wnętrza Raven Corporation. Wszystko wydaje się niemalże na swoim miejscu. Miasto podzielone na jasną i czystą część dla bogaczy (Górne miasto) oraz część obskurną, brudną dla biedniejszych ludzi przedstawia się realistycznie, choć jak dla mnie mogłoby być troszeczkę większe. No dobra, może za bardzo narzekam, w końcu przecież zwiedzimy kilka całkiem ciekawych miejsc, jednak po prostu chciałbym, aby moja przygoda z Traverserem jeszcze mogła trwać. Biorąc pod uwagę zakończenie, mogę jedynie przypuszczać, że kiedyś doczekamy się kontynuacji przygód Valerie albo kogoś innego, uniwersum wszak ma pewien potencjał. Fajnie byłoby zobaczyć prequel, początki katastrofy i miasta, przejęcie kontroli przez Raven Corporation… tak, to byłoby coś.
Jeśli chodzi natomiast o warstwę dźwiękową, to nie ma tutaj jakieś rewelacji. Muzyka jeżeli jakaś już jest, to nie wpada w ucho. Odgłosy postaci są w porządku (w moim odczuciu brakowało miejscami emocji), ale nie ma tragedii. Pod tym względem jest dobrze, ale przeciętnie.

traverser4


A więc jak przedstawia się Traverser? Według mnie, jest to dobra gra na ponury, deszczowy, jesienny wieczór. Produkcja wręcz przeznaczona dla młodszych graczy, bardziej wymagający mogą się lekko rozczarować. Niemniej jednak, warto zajrzeć, warto sprawdzić na własnej skórze. W skali dziesięciostopniowej dałbym tej grze… 6,5/10. Nie jest to słaba produkcja, ale nie jest jakoś szczególnie porywająca. Ot, przyjemna gierka na 3-4 godziny. Warto się rozejrzeć za jakąś dobrą ofertą i kupić przy nadarzającej się okazji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s