Kłody pod nogi

Jako że przez najbliższe kilka dni nie będę mieć za bardzo czasu na napisanie czegoś konkretnego, postanowiłem przełożyć wpis związany z Vintage Year na następny tydzień. Jednak abyście mieli co czytać podczas tej jakże krótkiej przerwy, postanowiłem trochę pofilozofować, rozmyślając sobie głośno na temat świata tłumaczeń gier komputerowych i powodów, dla których tak ciężko się doń dostać.


Początki mojej „kariery” tłumacza gier komputerowych przypadają na 2011/2012 rok, kiedy to strasznie podekscytowany wizją zostania profesjonalistą w swym fachu zacząłem szukać projektów, do których mógłbym się podczepić… Byłem niewiarygodnie naiwny (w pewnym sensie dalej jestem) i nad wyraz pewny swojej biegłości w języku angielskim. Zaczęło się masowe wysyłanie wiadomości do twórców gier niezależnych, z zapytaniem czy nie byliby zainteresowani przekładem ich małych komputerowych dzieł na język polski. Oczywiście wszystko byłoby za darmo, wszak nie byłem (i w dalszym ciągu nie jestem) profesjonalistą; ten koronny argument miał przekonać potencjalnych pracodawców do padnięcia mi do stóp i zasypywania mnie ofertami tłumaczeń. Niestety, już wtedy napotkałem pierwszą poważną przeszkodę, która towarzyszy mi nieprzerwanie aż po dziś dzień.

Niezależne gry są z reguły tworzone albo przez wielkiego pasjonata gier, albo przez „niezależną” grupkę „niezależnych” ludzi. W praktyce oznacza to, że mamy człowieka orkiestrę (pierwszy przypadek) lub skromny zespolik, składający się z dwóch informatyków, trzech grafików, jednego muzyka, jakiegoś gościa od pomysłów czy fabuły… i to w zasadzie tyle. Zasoby ludzkie są ograniczone, zasoby pieniężne są ograniczone, praktycznie wszystko jest ograniczone, z wyjątkiem głupoty ludzkiej. Na nic nie ma czasu, na nic nie ma kasy, dlatego też trzeba oszczędnie gospodarować tym, co mamy. Właśnie stąd bierze się pierwszy problem związany z tłumaczeniem gier: brak wsparcia lokalizacji językowej. Gdy debet rośnie do niebotycznych rozmiarów, a zniecierpliwieni fani grożą odlajkowaniem naszego fanpage’a, wszyscy myślą jedynie o tym, aby w końcu wydać produkt na światło dzienne. Tylko nie zrozumcie mnie źle, bynajmniej nie winię twórców niezależnych gier! Doskonale rozumiem i szanuję ich za ogrom pracy, którą wkładają w swoje cyfrowe dziecięcia, jednocześnie nie będąc pewnymi czy ta inwestycja się opłaci. Nie irytują mnie ludzie, irytuje mnie problem. Irytuje mnie to czasami wielogodzinne przeglądanie kilkunastu stron Sklepu Steam czy Steam Greenlight w poszukiwaniu tytułu, który wspiera więcej niż jeden język. Nie winię twórców, w końcu nie można oczekiwać, aby wiecznie rozwijali każdy produkt. Szkoda tylko, że tak ciężko jest coś znaleźć.

No Polish

Ta gra wspiera tylko język angielski, tak jak 3/4 gier niezależnych na Steam.

Bardziej frustrujące od niemożności wkręcenia się w jakieś tłumaczenie jest chyba tylko komunikacja z twórcami, a raczej jej brak. Nic bardziej nie deprymuje niż to przeciągające się w nieskończoność oczekiwanie na jakąkolwiek odpowiedź ze strony deweloperów, bo przecież łaskawie odpisać na jedną wiadomość to już zbyt wiele. A nawet jeśli już ktoś odpisze to albo nie szukają nikogo, albo nie mają czasu, albo im się nie chce, albo ktoś się tym już zajmuje itd. I wszystko napisane tym paskudnym stylem powściągliwej grzeczności, jakbym stanowił niespotykanie wielki problem (a przynajmniej takie jest moje wrażenie).


Kolejną przeszkodą, która uniemożliwia wkręcenie się w świat tłumaczeń gier komputerowych, jest dość spora hermetyczność tegoż świata. Aby zacząć tłumaczyć, powinieneś umieć język oraz mieć doświadczenie. Tylko skąd zdobyć to doświadczenie, skoro tak trudno znaleźć grę, nad którą można popracować? Cóż, jest kilka opcji.

Pierwsza to zdobywanie doświadczenia dla samych siebie, aby zobaczyć jak to wygląda i odrobinę podszlifować swój warsztat. Dobrym przykładem takiego miejsca, gdzie można się podszkolić jest SteamTranslation. W celu zweryfikowania waszych umiejętności, najpierw zostajecie poproszeni o przetłumaczenie dłuższego tekstu, tj. opisu jakiejś gry ze Sklepu Steam. Dopiero jak wasz przekład zostanie zaakceptowany przez moderatorów będziecie mogli spróbować swoich sił. Za waszą pracę nie dostaniecie żadnych wpisów do CV, jednak dzięki temu będziecie wiedzieli jak to wszystko wygląda i czy jest to praca dla was. Innym sposobem może być np. tłumaczenie tekstów piosenek, samodzielne tłumaczenie książek, filmów (dla siebie oczywiście). Dzięki temu wzbogacicie słownictwo oraz nauczycie się kombinować, wyprężać swój umysł.

SteamTranslation

Drugim sposobem na zdobycie doświadczenia oraz jednoczesne wkręcenie się w świat tłumaczeń jest znalezienie grupy tłumaczeniowej, która już nad czymś pracuje. Trudno mi się na ten temat wypowiedzieć, bowiem z reguły pracuję sam. Wydaje mi się, że wszystko zależy od tego, do jakich ludzi się zgłosimy. Jak wygląda tłumaczenie w grupie? U mnie przedstawiało się w ten sposób, iż był nadzorca, koordynator projektu, który przydzielał poszczególnym członkom określone części tekstu, np. nie wiem, powiedzmy, dla osoby A linijki 1-100, dla osoby B 101-200, itd. To właśnie ta osoba zajmowała się też korektą; zebrawszy przetłumaczone partie, koordynator zabierał się za wszelkie poprawki, czyli interpunkcję, składnię, gramatykę i słownictwo, przy czym zawsze starał się doradzać i komunikować się z członkami zespołu. Te korekty wiele dają, ponieważ pozwalają nam się sporo nauczyć (choć i też wszystko zależy od tego, kto się tym zajmuje).

Jest jeszcze trzeci, ostatni sposób, z którego korzystam ja (choć prawdopodobnie do czasu), czyli samodzielna praca. Jeśli jesteście wystarczająco pewni swoich możliwości, jakieś doświadczenie już macie, to możecie spróbować działać na własną rękę. Ma to oczywiście zarówno zalety, jak i wady. Przede wszystkim, jesteście wolni, niczym nieskrępowani, nieograniczeni (no, może z wyjątkiem deadline’ów), co np. w moim przypadku znacznie pomaga. Lubię polegać na sobie, chyba że solidnie się zatnę lub coś mi nie podpasuje, wtedy nie mam problemu z zapytaniem kogoś o pomoc. Ogółem jednak cenie sobie to, że jestem sam sobie szefem. Ma to jednak swoje wady. Przede wszystkim, trudniej o jakąkolwiek krytykę. Ludzie podpowiedzą, jednak brakuje kogoś, kto dokona tej korekty i powie, co by zrobił inaczej, co by poprawił, które zdania mu nie współgrają, które brzmią sztucznie, a które są do napisania od nowa. Trzeba wtedy polegać na fanach gry, na społeczności growej, licząc na to, że ktoś zgłosi się z pomocą do przetestowania tłumaczenia. Dodatkowo, praca w pojedynkę jest znacznie wolniejsza, wszak co dwie głowy, to nie jedna.


Zastanówcie się jeśli myślicie o zostaniu tłumaczami. Nie rzucajcie się na głęboką wodę, zaczynajcie od malutkich rzeczy, aby sprawdzić czy to na pewno jest to, co chcecie robić. Gdy już się zdecydujecie i stwierdzicie, że to jednak to, zaczynajcie małymi kroczkami zdobywać doświadczenie, wkręcać się w skromne grupki tłumaczeniowe, współpracować z bardziej wprawionymi w boju tłumaczami, aby móc po jakimś czasie samemu zacząć coś organizować i pracować nad większymi projektami. Grunt to pozytywne myślenie i motywacja. Nigdy się nie poddawajcie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s